
Pierwszy rok pontyfikatu Leona XIV nie przyniósł gwałtownych zwrotów ani spektakularnych decyzji, które natychmiast zdominowałyby nagłówki mediów. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie w tej powściągliwości kryje się jego zasadnicza siła.
Spokój w niespokojnym świecie
W czasie, gdy życie publiczne napędzane jest konfliktem, emocją i natychmiastową reakcją, papież konsekwentnie proponuje inny model posługi – oparty na spokoju, dyscyplinie i wewnętrznej spójności.
Jego pierwsze słowa – „La pace sia con tutti voi” – okazały się nie tylko pozdrowieniem, ale programem pontyfikatu. W kolejnych miesiącach papież wielokrotnie powracał do tego przesłania, czyniąc wezwanie do pokoju centralnym motywem swojego nauczania i – co szczególnie uwidoczniło się w ostatnich tygodniach – mężnie oraz zdecydowanie tego wezwania do pokoju broniąc.
Styl, który buduje jedność
Po tak intensywnym roku posługi Piotrowej można mówić już o pewnym jej stylu, który wyłania się z licznych przemówień, audiencji, spotkań, celebracji liturgicznych oraz pierwszych decyzji. Od początku ukazuje się on jako niezwykle spokojny, cierpliwy, pogodny, a zarazem głęboko synodalny. Papież uważnie słucha i obserwuje, starając się dobrze zrozumieć stojące przed nim wyzwania, o czym świadczą liczne spotkania ze współpracownikami. Nie podejmuje pochopnych decyzji pod wpływem emocji – ani własnych, ani medialnych. Jego sposób rządzenia opiera się na konsultacji, prawie i rozumowym osądzie.
I chociaż włoscy dziennikarze mówią o „rivoluzione tranquilla” (spokojnej rewolucji), trafniejsze wydaje się określenie „rewolucja spokoju”, który w świecie opartym na emocjach i natychmiastowości jawi się jako prawdziwy skarb. Papież daje przykład wytrwałej pracy, która nie szuka medialnej uwagi, ale stara się uspokoić rozkołysaną Łódź Piotrową. Ojciec Święty realizuje to o czym wielokrotnie mówił jego poprzednik: pragnienie Kościoła, który idzie razem, opierając się na dialogu i szacunku. Odnosi się to do wszystkich – także do duchownych, do których zwraca się z życzliwością, jak ojciec, doceniając ich posługę i nigdy publicznie ani zbiorowo ich nie karcąc. Do synodalnego sprawowania władzy zaproszeni są w szczególności kardynałowie – wszyscy – wezwani do podjęcia głębokiej refleksji na konsystorzu.
Liturgia i porządek
Styl przywództwa Leona XIV opiera się nie na spektakularnych gestach, lecz na codziennej, systematycznej pracy. Było jej od samego początku więcej niż zwykle ze względu na rok jubileuszowy, w którym przewodniczył niemal wszystkim liturgiom. Po zakończeniu jubileuszu Biskup Rzymu, idąc śladem Jana Pawła II, rozpoczął wizytację rzymskich parafii, ogłoszono również ambitny program podróży apostolskich. Papież sprawuje sakramenty, udziela święceń biskupich, w maju także osobiście wyświęcił kapłanów swojej diecezji, spędzając z nimi przed uroczystością godzinę na prywatnej rozmowie. Uwagę przykuwa jego troska o liturgię. Celebracje Leona XIV są uporządkowane, skupione i wolne od przypadkowości. Znamienne jest także umiłowanie świętych, szczególnie św. Augustyna, którego jest duchowym synem. Również w drobnych – dla mediów często zbyt istotnych – kwestiach papieskich zwyczajów udowadnia, że jego pontyfikat to kontynuacja dziedzictwa poprzedników – nie zrywa z tradycjami za cenę szukania uwagi dla siebie, ale też nie kieruje na nie specjalnie uwagi mediów. Dobrym przykładem takiego podejścia może być kwestia mieszkania, do którego niespiesznie i bez deklaracji czy oświadczeń, zwyczajnie się przeprowadził. Widok zapalonych świateł w oknach pałacu apostolskiego jest poruszającym symbolem, szczególnie dla tych, którzy pamiętają 2 kwietnia 2005 r.
Zatrzymajcie się!
Z upływem czasu staje się coraz bardziej jasne, że w sprawach fundamentalnych Leon XIV jest zdecydowany i jednoznaczny. Jego postawa łączy łagodność z wewnętrzną siłą. W obliczu narastających napięć globalnych papież wielokrotnie wzywał do zakończenia przemocy. Podczas uroczystej modlitwy o pokój w Bazylice św. Piotra, 11 kwietnia 2026 roku, skierował do świata mocne słowa: „Dość bałwochwalstwa samego siebie i pieniądza! Dość epatowania siłą! Dość wojny!”. Zwracając się bezpośrednio do rządzących państwami, dodał: „Zatrzymajcie się! Przyszedł czas na pokój!”. Był to apel nie tylko religijny, ale głęboko humanitarny – wezwanie do odrzucenia logiki siły. Papież konsekwentnie przypomina, że wojna jest porażką człowieczeństwa, a pokój wymaga odwagi większej niż konflikt.
Jasność misji
Weryfikacja autentyczności wizerunku papieża Leona nadeszła – zgodnie z ewangeliczną zapowiedzią – poprzez atak z jego własnej ojczyzny. Odpowiedź na publiczną krytykę ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych, który nazwał papieża „słabym” i „niekompetentnym”, ukazała prawdziwą wielkość i siłę Biskupa Rzymu. Reakcja była krótka i znacząca: „Nie boję się. Nie jestem politykiem (…) Będę nadal głośno sprzeciwiał się wojnie”. W tych słowach zawiera się cała jego postawa: brak polemiki, siła, wewnętrzny pokój i jasna świadomość misji, która jest fundamentalnie różna od politycznej. Papież nie wchodzi w logikę konfliktu, ale wznosi się ponad nią, z mocą głosząc Ewangelię. Odważnie i zdecydowanie niczym lew, potrafi stanąć w obronie wartości, które głosi.
Pielgrzymowanie do źródeł
Charakterystyczną cechą pontyfikatu jest sposób, w jaki Leon XIV się wypowiada. Jego przemówienia są starannie przygotowane, przemyślane i spójne. Papież nie improwizuje i nie odchodzi od tekstu, co nadaje nauczaniu wyjątkową klarowność. Unika uproszczeń, wybierając drogę odpowiedzialności za każde słowo. Nie cofa się przed mówieniem tego, co niewygodne.
Widać to było wyraźnie podczas kwietniowej podróży apostolskiej do Afryki. Przemawiając w Bamenda w Kamerunie, papież bezkompromisowo zdiagnozował globalną niesprawiedliwość, nazywając ją „światem odwróconym na opak”. Zamiast uciekać się do dyplomatycznych ogólników, wprost wskazał odpowiedzialność tych, którzy grabią afrykańską ziemię z zasobów, za inwestowanie zysków w broń i „spiralę destabilizacji”. Zwrócił uwagę na bolesny paradoks naszych czasów, w których łatwo znajduje się miliardy dolarów na zabijanie, a brakuje środków na leczenie i edukację. Jak gorzko zauważył: „wystarczy chwila, aby zniszczyć, ale często nie wystarczy całego życia, by odbudować”. Tę ostrą diagnozę spuentował jednak uderzającym obrazem, który pokazuje istotę chrześcijańskiej nadziei: „Świat jest niszczony przez garstkę trzymających władzę, a wspierają go w istnieniu niezliczone rzesze solidarnych braci i sióstr!”. Ten dobitny apel o odrzucenie logiki zysku i nawrócenie ku ludzkiemu braterstwu został, niestety, nieco przysłonięty w globalnych mediach przez bieżące spory polityczne.
Jasność wewnątrz
Leon XIV nie unika również najtrudniejszych tematów wewnątrzkościelnych, wykazując się przy tym duszpasterską mądrością i teologiczną precyzją. Doskonałym tego przykładem była jego odpowiedź podczas konferencji prasowej w samolocie, w drodze powrotnej z Afryki. Zapytany przez niemiecką dziennikarkę o kontrowersje wokół działań tamtejszego episkopatu i błogosławienia par jednopłciowych oraz o ryzyko rozłamu w Kościele powszechnym, papież odpowiedział w sposób wręcz mistrzowski.
Z jednej strony stanowczo uciął spekulacje, przypominając jasne stanowisko Stolicy Apostolskiej: nie ma zgody na formalne błogosławieństwa par w sytuacjach nieregularnych. Z drugiej jednak strony – w duchu kontynuacji nauczania papieża Franciszka i jego słynnego „Tutti, tutti, tutti” – podkreślił, że w Kościele wszyscy są mile widziani i bez wyjątku zaproszeni do nawrócenia.
Największe wrażenie robi jednak to, w jaki sposób Leon XIV potrafi przenieść punkt ciężkości z medialnych kontrowersji na fundamenty wiary. Zaczął odpowiedź od stwierdzenia, że redukowanie moralności chrześcijańskiej wyłącznie do kwestii seksualności jest błędem, podczas gdy istnieją równie palące problemy, takie jak sprawiedliwość, równość czy wolność wyznania. Przecinając spory, które obecnie generują w Kościele więcej podziałów niż jedności, wskazał jedyny właściwy kierunek: „Powinniśmy szukać sposobów budowania naszej jedności na Jezusie Chrystusie i na tym, czego Jezus Chrystus naucza”.
Papież na czas próby
Najważniejszą cechą chrześcijanina, kapłana, a tym bardziej biskupa Rzymu, pozostaje autentyczność – spójność i stałość wyrastające ze zintegrowanej, dojrzałej osobowości. Pierwszy rok pontyfikatu Leona XIV ukazuje pasterza o właśnie takich cechach, prowadzącego Kościół drogą pokoju i odpowiedzialności. Nie jest to styl głośny, lecz głęboko zakorzeniony w wierze i konsekwencji działania.
W świecie, który nagradza szybkość i wyrazistość konfliktu, papież wybiera drogę trudniejszą – wymagającą cierpliwości i wewnętrznej dyscypliny. Jeśli okaże się ona trwała, może stać się jedną z najważniejszych odpowiedzi Kościoła na kryzys współczesnej kultury. Wszystko wskazuje na to, że jego pontyfikat będzie drogą stopniowej odbudowy – nie przez gwałtowne zmiany, lecz przez wytrwałą pracę, roztropność i mocne trwanie w wierze.
ks. Mateusz Szurgot
fot. Justyna Zacharek